Więcej

Film

Film dokumentalny „Tutaj możecie sobie mieszkać” przedstawia losy ludzi, którzy urodzili się na Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej. Siedem osób opowiada o dzieciństwie spędzonym na Kresach, o losach swoich rodzin, którym szczęśliwe życie przerwała II wojna światowa. Doświadczyli dwóch okupacji; bolszewickiej i niemieckiej, część z nich przeżyła rzeź wołyńską. Ostatecznie ich świat skończył się wraz z decyzją podjętą w Jałcie i Poczdamie o przesunięciu granic i przesiedleniu na tak zwane „ziemie zachodnie”. Bohaterowie filmu opowiadają o tym, jak wyglądała akcja przesiedleńcza i początki nowego życia na Śląsku Opolskim. Tu zderzyły się dwie odrębne kultury – kultura Ślązaków i Kresowiaków. Jak wyglądały te początki, co ocalało ze wspomnień, sposobu życia tam, na Kresach? Jak mieszkańcy Śląska Opolskiego przyjęli przybyszów – i co dla nich oznaczała ta zmiana? Takie pytania postawili autorzy filmu swoim rozmówcom, wśród których obok Kresowiaków znaleźli się także Ślązacy. Inspiracją powstania dokumentu był poemat Tomasza Różyckiego „Dwanaście stacji”. I choć tekst nie pojawia się w filmie bezpośrednio, to podejmuje jego najważniejsze przesłania. To świadomość kończącego się świata, który coraz trudniej jest przechowywać, potrzeba ocalenie pamięci o trudnym doświadczeniu przesiedlenia, a także niełatwa koegzystencja tak różnych od siebie kultur; śląskiej i kresowej.

 

Od autorki filmu – Beaty Maliszkiewicz:

Urodziłam się i wychowałam we Wrocławiu. W domu z dużym ogrodem. Cała dzielnica składała się z poniemieckich willi. Nasi sąsiedzi w większości pochodzili ze Lwowa i jego okolic. Moi dziadkowie przed wojną mieszkali w Oleszkowie, majątku leżącym blisko miejscowości Stołpce – to dziś teren Białorusi.  Babcia wychowała się w Wilnie. Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem nie dziwiło mnie, że wszyscy skądś przyjechali. Ani że meble w domu były pozostałością po jakichś poprzednich, nikomu nie znanych mieszkańcach. Ani dziury po kulach na elewacji domu sąsiadów. Tak to już jest z dziećmi, przyjmują wszystko jak jest. Ale w domu były albumy ze starymi fotografiami „stamtąd”, na zdjęciach wszyscy się uśmiechali i wyglądali na szczęśliwych. Kiedy byłam trochę starsza, wysłuchiwałam opowieści Babci, prawie zawsze dotyczyły wojny, ucieczki z tego szczęśliwego raju, który oglądałyśmy z siostrą na zdjęciach. Wiele z tych historii budziło grozę, ale jedna była już mniej straszna. O tym, jak Babcia szła naszą ulicą i wybierała dom dla swojej rodziny. Były dwa do wyboru, Babcia wybrała większy. Drugi miał  ogród z bardzo starymi drzewami, właściwie stal w parku. Czasem stawałam przy nim i zastanawiałam się, jak to było – tak wybierać dom? Z czasem okazało się, że opowieści Babci utkwiły mi w głowie na dobre. A dopiero wtedy, gdy nie można już było Jej o nic zapytać, pojawiły się pytania, a zastana rzeczywistość już nie była taka oczywista.

Jedna z zagadek dotyczyła naszej furtki. Miała dziwny wzór na środku. Ten wzór też na początku wydawał się oczywisty. Po prostu taki był. Ale pewnego dnia przed furtką stanął człowiek mówiący po niemiecku – miał czternaście lat, kiedy jego rodzice ostatni raz zamknęli za sobą tę furtkę. I wtedy dowiedzieliśmy się, że dziwny wzór to dwie litery: WH, inicjały przedwojennych właścicieli domu. Zbudowali go dla swojej rodziny. Dom śnił się jego matce przez lata, pamiętam, że tak powiedział.

Po latach trafiłam do Opola. I znów to samo – domy miały swoje tajemnice, których nie miał kto odkryć. Ale ja wtedy już byłam świadoma pytań, które się pojawiały. W szkole, w której pracowałam zrealizowaliśmy projekt „Historia mojej ulicy”. Odtwarzaliśmy prawdziwe historie, badaliśmy przeszłość budynków, odkryliśmy nie tylko niemiecką, ale i żydowską przeszłość mieszkańców przedwojennego Opola. Pytaliśmy też mieszkańców miasta, jak tu trafili. Uczniowie spisywali te opowieści, znalazły się potem w naszej książce „Głosy z ulicy Barlickiego”.

Długo przyzwyczajałam się do Opolszczyzny. Tutaj przybysze, podobnie, jak we Wrocławiu, mają tę pamięć innego miejsca, innych domów, grobów, wzorów furtek.  A jednocześnie żyją obok ludzi, którzy trwają tu od wieków, zbudowali tu inną kulturę, mówią gwarą śląską – a czują się Ślązakami polskimi albo niemieckimi – albo po prostu śląskimi. I wtedy przeczytałam poemat Tomasza Różyckiego „Dwanaście stacji”. W jego ironicznej, gorzkiej, zabawnej, lirycznej, groteskowej, śmiesznej i poważnej wizji znalazłam to, co mnie samą męczyło i dręczyło. Po pierwsze świadomość, że pytań, których nie zadałam Babci, nie będzie niedługo komu postawić, pozostaną bez odpowiedzi. Coś nieuchronnie ucieka, odchodzą świadkowie, a wielu z nich nigdy nie opowiedziało swojej historii. Razem z nimi powoli umrze pamięć tamtych miejsc, zdarzeń, emocji. Jeden z bohaterów filmu „Tutaj możecie sobie mieszkać” mówi w pewnym momencie: „ja nie mam potrzeby tam jechać, tam już nie ma tego, co pamiętam. Ja mam to wszystko tutaj” Tutaj – czyli w pamięci, przed oczami.

Znalazłam też w „Dwunastu stacjach” ten obraz przedziwnego połączenia kresowości i śląskości. Wydaje się, że połączenia niemożliwego – a jednak stało się rzeczywistością. A przede wszystkim uświadomiłam sobie, że też należę do tego pokolenia wnuków, które ani nigdy do końca nie pozna i nie poczuje sensu mitu, w którym zostało wychowane, ani nie uwolni się od niego.

I tak się zaczęła toczyć ta historia – filmu, który nasi bohaterowie właściwie sami poprowadzili.

 

Licencja Creative Commons
Tutaj możecie sobie mieszkać by Towarzystwo Alternatywnego Kształcenia is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska License.
W oparciu o utwór dostępny pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=GrOjb613e4w

Inspiracją powstania filmu był poemat „Dwanaście stacji” Tomasza Różyckiego...

... i postać Babci „ostatniej, co tak pierogi lepiła”.

Autorzy filmu dziękują

Rodzinie Stanisława Bobera
za udostępnienie zdjęć wykonanych przez artystę podczas dziewięciodniowego postoju transportu przesiedleńców w Ligocie koło Katowic w lipcu 1945 roku oraz zdjęć powojennego Opola.

Narodowemu Archiwum Cyfrowemu
za udostępnienie zdjęć obrazujących wydarzenia, o których mowa w filmie.

Państwu Wandzie i Zbigniewowi Nowickim

pani Józefie Jurczyszyn

pani Annie Czopowik

panu Bogusławowi Borysowskiemu
za udostępnienie archiwalnych fotografii rodzinnych.

Księdzu Józefowi Andrzejowi Wojtaskowi
z Parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Moszczance
za pomoc w realizacji filmu.

W filmie wystąpili:

Bogusław Borysowski
Stanisławów – Chmielowice

Anna Czopowik
Dobrowody – Głubczyce

Józefa Jurczyszyn
Zarudeczko – Opole

Zbigniew Nowicki
Dederkały - Opole

Wanda Nowicka
Brzeżany – Opole

Bronisław Prochera
Żeniów – Moszczanka

Kazimiera Prochera
Pikułowice – Moszczanka

Jan Szlachetko
Pikułowice – Moszczanka

***

Irena Hundt
Suchy Bór

Krzysztof Rala
Otmice

***

Reżyseria
Beata Maliszkiewicz

Zdjęcia
Marcin Pawełczak

Montaż
Adrian Czopowik

Muzyka
Michał Lorenc

Dźwięk
Grzegorz Kubaszko

***

Projekt dofinansowany przez
Urząd Miasta Opole

Upowszechnienie filmu dofinansowane przez
Urząd Marszałkowski Województwa Opolskiego

Produkcja
Towarzystwo Alternatywnego Kształcenia w Opolu
2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *